Aurora — model 3D w przeglądarce.
Projekt badawczy, w którym sprawdziłem, jak daleko niesie sposób pracy z agentami, gdy wchodzę w dziedzinę, o której nie wiem nic. Nigdy wcześniej nie pracowałem w 3D — po trzech dniach w przeglądarce działał interaktywny model statku kolonizacyjnego. Efektem, który został na dłużej, jest opisany i wielokrotnie używany proces, nie sam statek.
- Branża
- Projekt własny / R&D agentowe
- Czas trwania
- Sierpień 2026
- Rezultat
- Nieznana domena → działająca aplikacja w 3 dni
Problem
Każdy projekt u klienta prowadzę tym samym sposobem pracy: agenty wykonują robotę, ja wyznaczam kierunek i weryfikuję efekt. Tyle że robię to zawsze w dziedzinach, które znam — automatyzacje, integracje, dane. Łatwo wtedy nie zauważyć, ile pracy wykonuje metoda, a ile moje własne doświadczenie.
Dlatego wybrałem dziedzinę, o której nie wiedziałem nic: modelowanie 3D. Nigdy wcześniej nie otworzyłem Blendera, nie eksportowałem modelu do sieci, nie napisałem linijki kodu graficznego. Pytanie brzmiało: czy ten sposób pracy dowiezie coś, co naprawdę działa, także tam, gdzie nie mam się na czym oprzeć?
Efekt można obejrzeć w przeglądarce — statek kolonizacyjny Aurora, dwie obracające się przeciwbieżnie wirówki, planeta w tle i przeloty asteroid. Można go obracać, przybliżać i przelecieć wzdłuż kadłuba.
Co zbudowałem
Model powstawał tak samo, jak buduję systemy u klientów — w krokach, które da się odtworzyć i cofnąć:
- każda zmiana modelu to skrypt, nie kliknięcie myszką — 24 wersjonowane skrypty, ok. 10 300 linii, Blender uruchamiany bez interfejsu graficznego. Każdy stan modelu można odtworzyć od zera i wrócić do dowolnego wcześniejszego; wersji uzbierało się 27,
- weryfikacja obrazem, nie logiem — po każdej zmianie renderowanie z kilku kamer i oglądanie wyników. Błędy geometrii widać na obrazku natychmiast, a w logach nie widać ich wcale,
- przygotowanie do przeglądarki — materiały wypalone do tekstur, kompresja geometrii i obrazów, scalanie siatek: z ok. 4825 do ok. 1180 obiektów. Efekt to plik ok. 10 MB, który ładuje się w zwykłej przeglądarce,
- aplikacja — Next.js i Three.js na Vercelu. Obrót obu wirówek jest napędzany po stronie aplikacji, bo format eksportu nie przenosi ich animacji z Blendera.
Rezultat
Tym, co zostało, nie jest statek. Jest nim opisany proces — od pustego pliku, przez skryptowane zmiany i renderowaną weryfikację, po eksport i gotową stronę — zapisany tak, że kolejny projekt 3D zaczynam nie od zera, tylko blisko końca tej drogi. To ta sama dyscyplina, którą stosuję w pracy u klientów: wersjonowane, odtwarzalne kroki i sprawdzanie po efekcie, a nie po deklaracji.
Trzy dni od dziedziny, o której nie wiedziałem nic, do działającej aplikacji — dowód, że ten sposób pracy trzyma się także tam, gdzie nie mam własnej wiedzy, żeby się nią ratować.